Podróż w czasie – Obudowa Vobis Digital HEC Micro ATX Tower
Jeśli miałbym wskazać komponent, który najbardziej zmienił swój wygląd w porównaniu do sprzętu z początku lat 2000, to na pierwszym miejscu byłaby właśnie obudowa. Obecnie są to konstrukcje monochromatyczne, wypełnione elementami oświetlenia RGB, bardzo często przeszklone, aby pokazać jeszcze więcej RGB ze środka. Obudowa, którą wybrałem jest całkowitym przeciwieństwem – zamknięta, metalowa puszka z dwukolorowym frontem z tworzywa. Próżno szukać tu oświetlenia innego niż to, które sygnalizuje pracę komputera i dysku twardego.
Parametry techniczne
Obudowa, z której zamierzam skorzystać to model Midi Tower HEC z zestawu Kitina (z taką nazwą spotkałem się w sieci, był oznaczany także jako PCF 1083-06). Została zaprojektowana i wyprodukowana w 2005 roku, ale nie mam pojęcia, czy specjalnie dla zestawów Vobis, czy do użytku ogólnego (ciężko znaleźć o niej jakieś konkretne informacje). W środku zmieści płytę główną o wymiarach maksymalnych zgodnych ze standardem Micro ATX (czyli 244 mm x 244 mm). Posiada dwie zatoki na napędy 5,25”, dwie zatoki na urządzenia 3,5” oraz jedną zatokę na dysk twardy 3,5”. Z tyłu obudowy znalazło się miejsce na jeden wentylator 80 mm. Zasilacz montowany jest nad płytą główną, dzięki czemu może działać jako dodatkowy wyciąg ciepłego powietrza z obudowy. Fabrycznie zestaw pracował z taką sama płytą, którą wybrałem do swojego zestawu, lecz z procesorem Intel Pentium 4 (najczęściej model 630, 3 GHz). Obudowa wyróżnia się designem, gdyż w czasach szarych i beżowych klocków z zielonymi przyciskami ta obudowa była po prostu ładna – srebrny front-panel z przesłonami na komponenty oraz czarna obudowa wyróżniały się mocno z tłumu.
Dla wielu osób wszelkiego rodzaju klapki i zaślepki były przeszkodą, dla mnie są ogromna zaletą. Po zamknięciu wszystkich elementów napęd CD/DVD, napęd dyskietek i porty USB wraz z gniazdami mini-Jack są niewidoczne, całość jest bardzo „czysta”. Jedyne, co mnie zastanawia, to wykorzystanie trzech różnych mechanizmów – klapki napędów są automatyczne, na sprężynce, klapka napędu dyskietek jest na wciskany zatrzask (push-in/push-out), a porty USB mają klapkę trzymającą się na magnesie. Ciekawy dobór…
To dobry moment, by wspomnieć o ciekawym projekcie przycisków i ich podświetlenia. Power jest bardzo duży, stylizowany na stare pokrętła głośności w amplitunerach. Reset jest mniejszy, ale nadal łatwy do wciśnięcia. Poniżej jest dioda sygnalizująca pracę dysku twardego. Całość podświetlona jest lekkim, niebieskim kolorem, który bardzo dobrze komponuje się ze srebrną obudową.

Jeśli miałbym wskazać minusy tej obudowy, to mam trzy. Pierwszy, to brak możliwości zdjęcia prawego panelu. Jest zintegrowany z górnym i przynitowany na stałe do obudowy. Drugim jest brak miejsca na wentylator z przodu. Obudowa się przez to mocno nagrzewa, nie ma dobrej cyrkulacji (powalczę z tym). Trzecim jest brak miejsca na dyski twarde. Fabrycznie przewidziana jest kieszeń na jeden dysk i nie jest łatwo dołożyć kolejne urządzenie do zestawu.
Dlaczego ten model?
Powodów jest kilka, z których największym jest chyba nostalgia. Obudowa ta kojarzy mi się bardzo przyjemnie z czasami, w których mogłem zagrać od czasu do czasu na komputerze w biurze taty. Obudowa ta jest bowiem w rękach rodziny od nowości – w 2006 roku tata kupił komputer do biura (a dokładniej do sali wykładowej, bo był nauczycielem nauki jazdy i potrzebował sprzętu, z którego wrzuci materiały na rzutnik). Nie był to nigdy demon prędkości, ale tuż po premierze dość dobrze działał tam NFS Most Wanted, a rzucenie obrazu na ścianie sali wykładowej potęgowało to wrażenie. Pod biurkiem stała wtedy właśnie ta obudowa, a na niej modem TP S.A. pozwalający na połączenie się z Internetem.
Dodatkowym powodem jest dla mnie design. Obudowy z lat 2005-7 nie buły zbytnio urodziwe czy ergonomiczne. Ot, najzwyklejsze klocki do upchnięcia komponentów. Oczywiście były na rynku dostępne fajne obudowy z wyciętymi wzorami na ściance czy z fajnymi zdobieniami, ale mogli pozwolić sobie na nie nieliczni (przynajmniej w moim otoczeniu). Ta ma w sobie coś ponadczasowego, co sprawia, że nawet dzisiaj nie ma wstydu, gdy PeCet stoi na biurku. Po zamknięciu wszystkich klapek i pokrywek komputer sprawia wrażenie w miarę świeżego.
Temperatury…
Największym zabójcą przyjemności w pracy z tym modelem obudowy jest fakt, że jest piekarnikiem z termoobiegiem. Przekonałem się o tym niestety w bardzo bolesny sposób – ugotowałem swoją wspaniałą kartę MSI GeForce 8800 GTS podczas gry w Obliviona… Robiłem testy komponentów jakiś czas temu (zanim do głowy wpadł mi pomysł na stronę EkspertXP) i odpaliłem zestaw z tym GTS-em w zamkniętej, nieposprzątanej obudowie podkręcając suwaki jakości w grze na maksa. Po kilkunastu minutach gry usłyszałem jak wiatraki mocno przyspieszyły, a potem straciłem obraz. Karta już nigdy się nie uruchomiła… Od tamtej pory dbam o to, aby w pierwszej kolejności wyczyścić wszystko z kurzu, a następnie o odpowiedni przepływ powietrza. Więcej kart już nie upalę, obiecuję!
Na ten moment korzystam z obudowy bez bocznej ścianki, ale docelowo będę chciał ją zamknąć. W tym celu najlepsze byłoby dołożenie wiatraków i zrobienie tunelu powietrznego, który wtłoczy zimne i wyciągnie gorące powietrze. Niestety front obudowy jest mocno zabudowany, ale mam już pewien pomysł na fajny projekt tuningowy.
Galeria
Poniżej mała galeria, na której widać jakiego typu jest to obudowa. Ciężko o lepsze wizualne przedstawienia słowa „standard”, choć moim zdaniem jest całkiem ładna.
Co dalej?
Mój zestaw komponentów, z których złożę swoją maszynę XP jest gotowy. Został co prawda jeszcze zasilacz, ale jest to konstrukcja w miarę świeża, więc opowiem dwa-trzy zdania przy okazji opisywania procesu składania PeCeta. W kolejnym wpisie przedstawię kompletny opis procesu składania zestawu. Wspomnę, na co zwracać uwagę oraz jak dopasować sprzęt tak, żeby nie doszło do niepotrzebnych uszkodzeń. Podpowiem też znane mi triki pozwalające ułatwić składanie komputerów (szczególnie z ery XP).
Filed under: Sprzęt - @ 15 marca, 2026 7:57 am






